W Trójmieście powstaje utwór "Montelansino", odpowiedź na piosenkę "Nie ma cwaniaka na warszawiaka". 1 kwietnia okaże się, czy Projekt Trójząb da stolicy "pstryczek w nos", czy chce Projekt Warszawiak Letras de Nie ma cwaniaka na Warszawiaka: Alejami wycackany szedł se jakiś gość / Facjata niby owszem, może być / Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська Provided to YouTube by WM Poland/WMINie masz cwaniaka nad Warszawiaka · Stanislaw GrzesiukNie masz cwaniaka nad Warszawiaka℗ Polskie Nagrania release, a divi Translation of 'Nie ma cwaniaka na Warszawiaka' by Projekt Warszawiak from Polish to Ukrainian Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська العربية فارسی 日本語 简体中文 Traducción de 'Nie ma cwaniaka na Warszawiaka' de Projekt Warszawiak del Polaco al Inglés Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська العربية 日本語 한국어 Dịch Vụ Hỗ Trợ Vay Tiền Nhanh 1s. Szymon Orfin: O co będziesz nas pytała? O Warszawę, początki, inspiracje? Szczerze mówiąc, ciężko nam już wymyślić oryginalne odpowiedzi na te pytania. Po zaledwie dwóch tygodniach, od kiedy wasz klip zrobił furorę w sieci, jesteście zmęczeni opowiadaniem o projekcie? SO: Dzielimy się tylko z tobą osobistą refleksją. Wolny czas ostatnio trochę nam przecieka przez palce. Oczywiście wywiady to też jest jakaś wartość, jednak fajnie by było skupić się na robieniu muzyki. Zupełnie was nie kręci wasze "pięć minut"? SO: To nie jest burza wokół naszych piosenek. One były detonatorem. Nie muzyka stała się centrum dyskusji, tylko "warszawskość". Z dnia na dzień staliście się twarzami "nowej warszawki"? Jacek Jędrasik: My opracowaliśmy tylko muzykę i teksty warszawskich piosenek, chłopaki [Krzysztof Skonieczny i Marcin Starzecki - przyp. red.] ubrali to w fajną formę filmową i zagrało. Chcieliśmy, żeby nasza muzyka się podobała, nie chcieliśmy inspirować dyskusji o "warszawskości". SO: To zawsze jest trochę tak, że symbolem dużych społecznych akcji nie staje się ktoś, kto jest ważną dla nich postacią, tylko ktoś, kto akurat był pod ręką i z jakichś powodów pasował. My poruszyliśmy temat i nagle staliśmy się jego twarzami. Czyli nie chcieliście bronić honoru Warszawy? JJ: Nie mieliśmy takiego założenia. Ale staliśmy się rzecznikami Warszawy i odwiecznego problemu "stolica kontra reszta kraju". Jeżeli tak już się stało, to wyrażamy nasze zdanie na ten temat. A jakie jest wasze zdanie? JJ: Warszawa jaka jest, każdy widzi - a to brzydka, a to brudna, a to ładna, a to inspirująca, a to nudna, a to szara. Ja Warszawy czasem bardzo nie lubię, głównie przez to, że nie ma zwartej zabudowy. A jeżeli chodzi o wątek Warszawa kontra reszta kraju, to mnie ten konflikt nie dotyczy. Rzadko się spotykam z negatywnymi reakcjami. Na palcach ręki mogę policzyć przypadki, kiedy ktoś krzywo spojrzał na moją rejestrację. Moim zdaniem bycie warszawiakiem to bardziej stan umysłu niż metryczka. Jesteście z Warszawy? JJ: Ja się nie urodziłem w Warszawie, ale jestem tu od pierwszego roku życia. Dla rodowitych mieszkańców jestem pewnie przyjezdnym wsiochem, ale tak naprawdę też jestem warszawiakiem, bo znam w tym mieście wszystko to, co znają oni. SO: Ja też się tu nie urodziłem, ale nigdy nie mieszkałem nigdzie indziej. Jeśli to nie jest moje miejsce na ziemi, to nie wiem, co może nim być. Internetowi dyskutanci próbują stworzyć definicję "warszawskości". Jeżeli twoi rodzice byli z Kielc, a ty urodziłeś się w Warszawie, to czy jesteś prawdziwym warszawiakiem? Warto pamiętać, że najbardziej warszawski z warszawskich - Grzesiuk - pochodził spod Chełma. Po nagraniu klipu w ogóle nie spotykacie się z niechęcią? Słyszałam, że w Łodzi jakaś dresiara napluła Łukaszowi Garlickiemu w twarz. SO: No tak, ale nie jest to reprezentatywne dla poglądu całej Polski na temat warszawiaków ani naszej piosenki. Ludzie z innych miast deklarują, że im się ten numer podoba, i żałują, że ich miasta nie mają takiego hymnu. JJ: Większość ludzi, którzy nie są z Warszawy, myśli, że to jest nasz tekst, nie wie, że został napisany w 1946 roku, po Powstaniu Warszawskim, kiedy 99 proc. warszawiaków zostało ewakuowanych z miasta. Właściwie to wtedy nie było nawet miasta, dopiero się odradzało. Cały kraj buduje swoją stolicę - takie było hasło. Warszawa leżała w gruzach, a tu ktoś napisał tekst o tym, że nie ma cwaniaka nad warszawiaka. Wyrażał więc chyba w ten sposób nadzieję, że ta "warszawskość" gdzieś została. Ta piosenka pozwalała się ludziom identyfikować z czymś, czego prawie nie było. Wasz klip też pozwala się ludziom identyfikować z czymś innym niż np. stereotypowo kojarzoną ze stolicą pogonią za kasą. Warszawa potrzebuje nowego wizerunku? SO: Nie było w mediach w ostatnim czasie jednej postaci ani zjawiska, z którym mogliby się zidentyfikować ludzie z różnych środowisk. Jak patrzę na osoby, które na Fejsbuku kliknęły, że nas lubią, to widzę totalny przekrój. Złożyło się na to wiele czynników - tekst piosenki, świetny klip i dance'owa muzyka. Porozmawiajmy więc o muzyce. JJ: Zawsze słuchaliśmy warszawskich kawałków w wykonaniu kapel ulicznych, przede wszystkim Orkiestry z Chmielnej. Ja osobiście bardzo lubię śpiewać i żałowałem, że u nas przy piciu alkoholu się śpiewa tylko "Hej, sokoły!". Uznaliśmy, że warszawskie piosenki są idealne, żeby się bawić ze znajomymi. Zrobiliśmy surowy bit i okazało się, że pasuje do niego tekst "Nie ma cwaniaka nad warszawiaka". Postanowiliśmy przybliżyć ludziom warszawskie piosenki, ale nie tak, jak zrobił to Szwagierkolaska, tylko za pomocą języka muzycznego, który jest bliższy współczesnemu słuchaczowi. Młodzi ludzie ostatnio śpiewają dużo starych piosenek. Jak idę na domówkę, to wszyscy po wódce zawodzą "Już nie ma dzikich plaż". JJ: Spróbuj zaśpiewać Britney Spears na imprezie. Stare piosenki były prawdziwymi piosenkami, a nie produktami muzycznymi. Melodie były proste, ale logiczne, a do tego wpadające w ucho. Miały proste, ale nie prostackie teksty, a czasami nawet głęboko liryczne. Poruszały tematy nieśmiertelne - miłość, zdrada. SO: Dzisiaj robi się piosenki, których się nie da śpiewać. Ludzie tęsknią za melodią. Stąd też wziął się fenomen disco polo. Zajmujecie się muzyką na co dzień? SO: Robimy głównie autorskie rzeczy. Warszawiak to jest projekt jednej płyty. JJ: Lubimy i robimy głównie muzykę elektroniczną. Inspirujemy się wszystkim - hip-hopem, dubstepem, afrobitami, muzyką brazylijską. Wcześniej z Łukaszem Garlickim mieliśmy abstrakcyjne projekty wyśmiewające hip-hop, np. Działoszyn Band. Wchłonęła nas też konwencja czytania tekstów pod muzykę. Być może wykorzystamy ją w kontekście Projektu Warszawiak. Po sukcesie na YouTubie rzuciły się na was wytwórnie? SO: Zgłosiło się kilku wydawców, czują, że to mogłoby się sprzedać. Nie chcemy jednak podejmować pochopnych decyzji, zwłaszcza że materiał nie jest kompletny. JJ: No, ale nie ma też sensu zbyt długo czekać. Płyta za półtora miesiąca musi być już w sklepach. Albo teraz, albo wcale. Zamierzacie koncertować? SO: Zamierzamy, ale… JJ: Zamierzamy! Żadnych ale! SO: Musimy się przygotować. Koncert to jest inny aranż, inna energia. Ale teraz musimy masę rzeczy załatwiać, udzielać wywiadów dla "Exklusiva" i to odkładamy. Nie możemy się skupić. Ja nie wiem, jak inne zespoły to robią. Posłuchaj piosenki "Nie ma cwaniaka nad warszawiaka"! Magdalena Żelazowska Zachłanni Współcześni dwudziestopięcio-trzydziestolatkowie. Czym się martwią? Dlaczego marszczą czoła? Co sprawia, że mają skwaszony humor, że przewracają się bezsennie w nocy z boku na bok, że wiecznie martwią się o przyszłość? W szczególności jeśli utrzymują się na własną rękę i mieszkają w obcym mieście? Oczywiście, że jeśli nie spędza snu z powiek brak mieszkania, to na pewno martwią się o dobrą pracę, a jeśli to nie, to z pewnością chodzi o brak partnera życiowego. Jednym słowem, martwią się o przyszłość. Tak samo jak ja. Nieustannie obawiam się, jak to będzie za kilka lat, czy będzie mnie stać na mieszkanie, czy znajdę wymarzoną, dobrze płatną pracę, jak się ułoży z założeniem rodziny. Też jestem słoikiem, choć wolałabym być słowikiem. A słoiki to lokalni imigranci, ludzie, którzy porzucają swój dom i rodziców na rzecz edukacji czy pracy w wielkim mieście. A potem tylko odwiedzają rodzinne strony w weekendy, a wracając podzwaniają słoikami z zupą w torbach. Cały pociąg czy autobus wonieje kotletami w plastikowych pudełkach. Co prawda moim miastem z wyboru nie jest Warszawa, a Kraków, ale utożsamiam się z tamtejszymi słoikami. Źródło Książka Zachłanni to pierwsza w Polsce powieść, która koncentruje się na tym fenomenie społecznym, choć zjawisko jest znane od wieków, można powiedzieć, odkąd tylko powstały wielkie miasta, przyciągające lepszymi perspektywami. Tylko właśnie teraz nasze pokolenie ma naprawdę ciężko o pracę i mieszkanie. I mam wrażenie, że niestety to jedyna rzecz, jaką ta książka ma do zaoferowania: jest przerażająco aktualna. Tak aktualna, że aż mi się słabo robiło momentami. Powieść podzielona jest na trzy części, każda przedstawia innego bohatera z innym problemem, jednak każdy z nich mieszka w Warszawie, choć pochodzi z zaścianku. Z czasem jednak okazuje się, że w każdym z fragmentów występują ci sami bohaterzy w mniej lub większej konfiguracji i możemy obserwować ciąg dalszy opowieści o jednej osoby z perspektywy innej. Ktoś kiedyś mówił, że to miał być nowy herb Warszawy. Źródło zdjęcia Pierwsza część opowiada o mężczyźnie, który pomału traci swoją narzeczoną z powodu sytuacji materialnej i finansowej. Niestety, nie stać ich na mieszkanie bez kredytu, a nie są w stanie dostać kredytu ze względu na swoje niestałe stanowiska w pracy i brak zabezpieczenia. A żeby zarobić na mieszkanie, musieliby oszczędzać kilkadziesiąt lat, odmawiając sobie wielu rzeczy i wciąż wynajmując mieszkania. W takiej sytuacji trudno założyć prawdziwą rodzinę i nie czuć wciąż frustracji. W końcu Paweł wymyśla nie do końca uczciwy plan, a mianowicie zamierza zaprzyjaźnić się z jakimś samotnym emerytą z mieszkaniem, który szybko opuści ten padół łez... Druga część przedstawia nam Ewę, trzydziestolatkę z mieszkaniem i pracą, która nie może znaleźć miłości. Coraz bardziej boi się o swoją przyszłość, zastanawia się, czy znajdzie kiedykolwiek faceta, z którym będzie mogła ułożyć sobie życie. Próbuje różnych dróg: chodzi do psychologa, zakłada konto na portalu randkowym, umawia się z mężczyznami, chodzi na imprezy. Wszystko nie wypala. Kiedy wreszcie zbliża się do jednego z nich, coś się w niej odblokowuje, czuje się bardziej atrakcyjna i faktycznie staje się atrakcyjniejsza, coraz więcej facetów się wokół niej kręci. Co ostatecznie może mieć i dobre, i złe skutki... Na koniec poznajemy Aśkę, która kiedyś była z Pawłem z pierwszego opowiadania, a teraz mieszka z Marcinem, bratem Ewy. Marcin jest obrotny, ma własne mieszkanie i sklep z perfumami, ale Aśce czegoś brakuje. Chciałaby wreszcie osiągnąć sukces, nie satysfakcjonuje jej praca w czyjejś firmie. W szkole była wzorową uczennicą, której wróżono wielką karierę, jednak i tak musiała przejść wszystkie szczeble od najgorszych prac zaczynając: roznosiła ulotki, pracowała w call center. Teraz Aśka pracuje u Marcina, ale pragnie zostać kimś, najlepiej stać się sławnym psychologiem z własnym programem telewizyjnym. Postanawia zacząć spełnianie swojego marzenia od założenia bloga, który planuje przemienić w znaną markę. All you desire na początku sobie nieźle radzi, ale gdy Aśka próbuje go reklamować, planuje konferencję prasową z udziałem celebryty, okazuje się, że wszystko kosztuje, świat mediów jest okrutny, a osiągnięcie sukcesu jest bardzo trudne... Jak wspomniałam, opisy tych doświadczeń są bardzo bolesne i aktualne. Niestety jeśli chodzi o warstwę fabularną czy językową, książka jest raczej średnia, by nie powiedzieć, że w pewnych momentach wręcz słaba. Choć czyta się szybko, wiele opisów czy dialogów wydaje się drewniana i oschła, czasem język jest zbyt poprawny, oficjalny, może wręcz popularnonaukowy jak na powieść fabularną. Historie mają dużo cudownych, ale przewidywalnych zbiegów okoliczności, bohaterom podręcznikowo tuż przed ostatecznym załamaniem udaje się wreszcie coś osiągnąć, a potem bardzo szybko lecą z powrotem w dół. Niekiedy mówiłam sobie z przekąsem pod nosem: "napraaawdę", czasem wzdychałam z niecierpliwością, czasem czytałam z zaciekawieniem. Wreszcie te sztampowe przemyślenia, wyświechtane wnioski bohaterów, wskazówki psychologa niczym porady z gazety i nierealne, przegadane "głębokie" rozmowy na zawołanie sprawiają, że to zdecydowanie nie książka dla mnie. Najsłabszy jest chyba fragment, w którym dowiadujemy się o największej tragedii całej powieści. To nierówna, schematyczna i średnia powieść, która bardzo dobrze wykorzystuje chwytliwy i współczesny temat, by dobrze się sprzedać. Co tu dużo mówić, okładka sprawia, że ma się ochotę wyciągnąć rękę w księgarni i przekartkować. A na dodatek redaktorzy przeoczyli też kilka krótkich fragmentów, gdzie na kilka słów zmienia się pomyłkowo czcionka. Stare, ale jare. I uroczy Łukasz Garlicki zawsze spoko. Dzięki, autorko, że przypomniałaś mi, że mam przerąbane i nie czeka mnie nic, prócz chwilowego sukcesu i nieuchronnej porażki. Ale na słoika nie ma cynika i zaraz odzyskałam wiarę w przyszłość. Tekst piosenki: Alejami wycackany szedł se jakiś gość. Facjata niby owszem, może być. Nagle potknął się o kamień rycząc "Och, psiakość! Jak oni mogą w tej Warszawie żyć!" I ciut nie zalała mnie zła krew, Więc go na perłowo w tenże śpiew: Nie bądź za cwany w unre odziany, To może mieć dla ciebie skutek opłakany. Nie masz cwaniaka nad warszawiaka, który by mógł go wziąć pod bajer lub pod pic. Możesz mnie chamem zwać, możesz mi w mordę dać, Lecz od stolicy wont, bo krew się będzie lać. Wiec znakiem tego, nie bądź lebiegą, Przyhamuj buzię i nie gadaj więcej nic. Jeden był specjalnie na Warszawę straszny pies. Już mówił nawet : „Warsaw ist kaputt" Lecz pomylił się łachudra, rozczarował fest, i próżny był majchrowy jego trud. Mówić nawet nie potrafię jak. I dzisiaj mu śpiewamy tak: Chciałeś być cwany, w ząbek czesany. To teraz gnijesz, draniu, w błocie pochowany. My warszawiacy, jesteśmy tacy, Kto nam na odcisk, to już pisz pan - zimny trup. I niechaj każdy wie: kto na nas szarpnie się, To mu to zaraz bokiem mu to wyjdzie - może nie? Nie masz cwaniaka nad warszawiaka. Chcesz z nami zacząć to se przedtem trumne kup. Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu Nie ma cwaniaka na tarczę maniaka (Parodia "Nie ma cwaniaka na Warszawiaka") – Rojo › ąc Nie ma cwaniaka na tarczę maniaka (Parodia "Nie ma cwaniaka na Warszawiaka") Rojo Ta piosenka jest dostępna tylko z iSing Plus Za mały ekran 🤷🏻‍♂️ Rozszerz okno swojej przeglądarki, aby zaśpiewać lub nagrać piosenkę Dostosuj przed zapisaniem Wczytywanie… Własne ustawienia efektu Głośność Synchronizacja wokalu Gdy wokal jest niezgrany z muzyką! 80000 w 8 miesięcyZawsze chciałem być WandamemPomijając fakt z kolanemNajpierw nagrywać fapsemPotem bandikamemBo nie ma cwaniaka na tarczę maniakaBo nie ma cwaniaka na tarczę maniakaMoje urojenia, bazgrojki i inforojkiPrymitywnieZ platpackRoy Playng GamesBo nie ma cwaniaka na tarczę maniakaBo nie ma cwaniaka na tarczę maniakaBo nie ma cwaniaka na tarczę maniakaBo nie ma cwaniaka na tarczę maniaka Brak tłumaczenia! Pobierz PDF Słuchaj na YouTube Teledysk Informacje Słowa: brak danych Muzyka: brak danych Rok wydania: brak danych Płyta: brak danych 0 komentarzy Brak komentarzy

nie ma cwaniaka na warszawiaka tekst